|
|
01 kwiecień 2012
|
czy łzy mają kiedyś swój koniec?
chyba nie
po raz kolejny trace oddech między jednym a drugim szlochem którego nie potrafie stłumić żeby młoda nie słyszała
i po co moje słowa, prośby, wykłady, próby rozmów, starania się o to by jakoś to naprawić pomimo tego że to nie ja zawaliłam, to nie ja pije, to nie ja olewam współmałżonka
o matko
mam tysiiace myśli i nawet nie wiem jak to tu przelać
nie wiem jak ubrać w słowa żeby sobie ulżyć
czekałam tyle lat na lepsze czasy, na to aż będzie dobrze, aż wreszcie poczuje się w pełni kobietą spełnioną i kochaną
a na dzień dzisiejszy czuje sie jak najgorsza szmata
tyle mi się należy po tym wszystkim?
dlaczego Bóg na to pozwolił? czym zawiniłam że tak muszę cierpieć?
przecież Bóg łączy ludzi na całe życie, więc dlaczego pozwala żeby ludzie traktowali tak drugie osoby?
przecież tak niemożna
to nienormalnie
niemoralne
a dlaczego najgorsze jest to że mam świadomość tego, że nie będzie lepiej a mimo to nie potrafie tego zakończyć
dlaczego nie mogę odejśc?
dlaczego nie odeszłam kiedy mogłam?
dlaczego nie odeszłam gdy młoda była malutka?
dlaczego później jak już podrosła nie podjęłam tej decyzji mając jedno dziecko
dlaczego pozwoliłam na to aby zajść w ciążę?
i dlaczego do kurwy nędzy nadal nie potrafię odejść?????
płacze cały czas
nie potrafię się uspokoić
chciałabym stąd uciec
ale nawet na 2 dni noclegow z dala od tego wszystkiego nie mam jak sobie pozwolić
a njachętniej poszłam bym na koniec świata
dlaczego on mnie tak krzywdzi
dlaczego później sprawia że mam wyrzuty sumienia i to ja staram się i nakłaniam go żeby on chciał żebym to ja jemu wybaczyła jego zachowanie i postępowanie
dlaczgo?
dlaczego mnie nie zostawi i nie odejdzie?
dlaczego nie odda mi mojej wolności skoro ja sama sobie jej nie mogę zapewnić i tylko męczę się i tkwię w tym po uszy bez możliwości odwrotu
ja poprostu nie potrafię
dlaczego jestem takim człowiekiem, że o wsztystko obwiniam siebie i pozwalam na sobie na takie życie chociaż to nie takiego życia chce dla siebie i swoich dzieci
teraz płacze, płacze i płacze i końca nie widać
jest 11 a ja już mam dwie nospy za sobą, jeszcze tylko jedną mogę wziąć bo nie mogę przekroczyć 3 tabletek na dobę
brzuch boli, a ja nie chce skrzywdzić mojego nienarodzonego dziecka
ono to czuje, wie że coś jest nie tak, młoda widzi jak płacze i nawet sama stara się podawac mi chusteczki jak widzi że łzy leją się strumieniami
wczoraj w nocy zastanawialam się nad kilkoma rzeczami
jak ktoś może usunąć ciąże... no cóż.. domyślam się jak i co nim kieruje, ja pewnie mając możliwości zrobiłabym to od razu w 5 tygodniu kiedy moje przypuszczenia dotyczące ciąży się potwierdziły testem ciążowym
teraz po tym jak widziałam bijące serduszko maleństwa, jak maleńkie rączki poruszały się przy główce i jak zobaczyłam to małe życie w moim brzuchu to nie mogłabym tego zrobić
i wiem że łatwo mi nie będzie to ciągle po głowie kołata się myśl co by było gdybym się wtedy zdecydowała na tak drastyczny krok, a może by tak urodzić i uszczęśliwić jakąś bezdzietna rodzinę? a może poprostu skończyć swoją egzystencję na tym świecie, ale o ile siebie mi szkoda nie ma, bo sama się w to wpakowałam i wyjścia awaryjnego nie mam, to nie potrafie odebrac życia komuś kto nie jest niczemu winien
mam moją kochaną córeczkę, za którą bym życie oddała i to dla niej i dla maleństwa w moim brzuchu muszę żyć
ale nie wiem jak to zrobić
|
|
Komentarzy:
2
|
|
28 marzec 2012
|
zadałam setki pytań, a odpowiedzi nie uzyskałam
wymijające bąknięcia między moimi wypowiedziami i potokami słów które same cisnęły się na usta wiszą w powietrzu i czekają na dokończenie
nie doczekam się tego
nie potrafi ze mną rozmawiać, nie rozumie mojego bólu i rozczarowania, tego jak mnie zawiódł i zranił, tego jak to cholernie boli i tkwi i za każdym razem gdy o tym myślę to oczy na nowo napełniają się łzami, nigdy go tak nie skrzywdziłam, nigdy nawet w p[ołowie tak bardzo go nie zraniłam i nie postawiłam w tak ohydnej i perfidnej sytuacji
i nie potrafie zrozumieć czym sobie na to zasłużyłam
dlaczego za moje dobro nie dostaje zapłaty tym samym?
pomimo tego że nikt nie jest idealny, to nikt nie zasługuje na takie potraktowanie i to bez względu na to czy jest się w luźnym związku czy w małżeństwie, czy ma się dzieci, czy też nie, bez względu na okoliczności jakie mają miejsce, to nikt na cos takiego nie zasługuje
więc dlaczego takie rzeczy mają miejsce?
ha! i to od osób, które swego czasu zarzekają się na wszystkich świętych, na żyjących i nieżyjących członków rodziny itp że NIGDY, PRZENIGDY czegoś takiego nie zrobią i nie wybaczą drugiej osobie
mam dość
mam już dość własnego płaczu
źle się czuje i źle wyglądam
dzisiaj wizyta u lekarza, ale nawet nie mogę liczyć że ze mną pójdzie
nawet starszą zaprowadzę do dziadków bo nie chce słuchać jak to się biedak nie wyspał bo musiał wcześniej wstać żeby się nią zająć
dam radę
muszę nauczyć się żyć w taki sposób, a wiem że to łatwe nie będzie
muszę sie nauczyć żyć bez niego, bo chociaż tak często mnie zawodził to wierzyłam że się zmieni i bedzie inny
dzisiaj już przestaje wierzyć, dzisiaj zaczynam planowac życie bez uwzględniania jego i jego potrzeb, bez jego pomocy na którą rzadko mogłam liczyć i bez jego pretensji, marudzenia
on nawet przepraszać ni potrafi, chodzi obrażony i ze skwaszoną miną, bo nie ma na tyle odwagi aby spojrzeć mi w oczy
wiedziałam że nie potrafi sobie radzić z problemami w taki sposób jak robią to normalni ludzie.. ale że jest aż takim tchórzem że nie będzie mógł na mnie spojrzeć i wyjaśnić mi całej tej sytuacji.... tego nie przypuszczałam
o ironio! nawarzył sobie piwa, a teraz go wypić nie potrafi!
musze w przyszłości pomóc córce nie popełnić takich błędów jakie ja popełniłam, żeby szanowała siebie i to siebie stawiała na pierwszym miejscu
żeby wiedziała że jak ona przestanie o siebie dbać, to nikt inny o nią nie zadba
tyle rzeczy przede mną i boje się tego wszystkiego
oby moje dolegliwości okazały się zwykłymi ciążowymi przypadłościami a nie niczym poważnym
boje się dzisiejszej wizyty, ale też na nią czekam z utęsknieniem, bo wiem ze zobacze na małym ekraniku bicie serduszka mojego maleństwa
i pomimo tego że maleństwo to nie było nigdy planowane i powstało z czystego przypadku, to będzie to moje ukochane dziecko, za które będę gotowa życie oddać |
|
Komentarzy:
2
|
|
27 marzec 2012
|
dlaczego byłam zawsze tak łatwowierna?
liczyłam na zmiany które nigdy miały nie nadejść a zamiast tego jest tylko gorzej
jestem w ciąży
tak, wiem - do tego potrzebne są dwie osoby uprawiające sex bez zabezpieczeń, robiliśmy to świadomie, ale chyba podświadomie licząc na tą drugą osobę że się zabezpieczy, albo że tym razem nic z tego nie będzie
jakież było moje zdziwienie gdy się okazało że miesiączki jak nie było, tak nie ma i długo jeszcze nie będzie
wiedziałam że on nie chce dzieci, że jedno to ok, ale nie więcej... po za tym która kobieta przy zdrowych zmysłach pozwoli sobie na niechcianą ciążę w sytuacji takiej jakiej jesteśmy
zdziwilo mnie gdy wrócil z pracy i mnie przytulił i powiedział że jakoś to będzie
tak bardzo tego wtedy potrzebowałam i tak bała msię jego reakcji na wiadomośc o dziecku w drodze
wtedy uwierzyłam że jakoś się ułoży
żyłam kolejnymi nadziejami
po tym przytuleniu nastała długa przerwa w czułościach... nie mogłam liczyć nawet na to że nocą przytule jego plecy, bo między nami była córka która w tym akurat czasie chorowała i spała z nami
a ja tego tak cholernie potrzebowałam i potrzebuję
i dalej wierzyłam w naszą rodzinę
było różnie.. kłóciliśmy się, nie rozmawialiśmy ze sobą, prosiłam go coś, ale złośliwie robił mi na złosć.. odpłacałam tym samym
gdy miałam jechać na badania prenatalne, to nie mogłam na niego liczyć, gdy szłam do lekarza to nie tak jak inne kobiety z meżąmi.. ale sama
poszedł ze mną na urodziny bratanka
i wtedy wszystko runęło już całkem, zamiast wrócić ze mną z imprezy, to wyszedł w trakcie jej trwania na mecz...
noc spędził po za domem
wrócił nastepnego dnia popoludniu
kolejny dzien nie byl wcale lepszy. następny równieżi tak praktycznie do przedwczoraj
a przedwczoraj kiedy wziełam jego telefon do ręki
to nogi się pode mną ugieły
mój małżonek od jakiegoś czasu utrzymywał a byc może nadal utrzymuje kontakty z inną kobiety
rzekomo tylko przez telefon, ze wdzieli się tylko raz
ale jakie to ma znaczenie?
wpisana pod męskim imieniem
pisze smsy na temat fajnej pogody i na temat planowanego spacerku
gdy zadzwoniłam pod ten numer to nogi mi się ugieły słysząc głos kobiety
rozłączyłam się i poszłam zapytać o co chodzi, kto to jest
nie uzyskałam odpowiedzi i wtedy już zadzwoniłam po to aby się dowiedziec
dowiedziałam się... Dominika, mieszka w mieście niedaleko nas.. jest singielką, twierdzi że to nie tak jak to może wyglądać, ale oni nie są razem, nic ich nie łączy, piszą do siebie smsay i rozmawiają
podziękowałam jej za rozmowę i poprosiłam zeby następnym razem zastabnowila się nad tym co robi
on nawet nie mruknął podczas mojej rpzmowy ze mna
tłumaczy się tym że to koleżanka od kolegi, że poznali się przypadkowo, że widzieli się raz, ze nie wie kto komu dał swój numer i nie wie po co z nią pisal i rozmawiał godzinami przez telefon, ze była miła i dobrze im sie gadalo, że rozmawiał z nią o nas, o naszych problemach że się od jakiegoś czasu nie dogadujemy a ona ciocia dobra rada powiedziała mu że ma usiąść i ze mną pogadać, że cały czas mu to doradzała
ze mnie z nią podobno nie zdradził bo ich kontakty były tylko telefoniczne
jak to wszystko boli
płaczę od niedzieli i już się zastanawiam skąd tyle łez w moich oczach
czy nie za duzo się napłakałam przez te wsztystkie lata razem, że teraz płacze non stop
dlaczego mój maż zamiast porozmawiać ze mną rozmawia z obcą kobietą
dlaczego zamiast jechać zemną na badania prenatalne wisiał z nią na telefonie a do mnie anwet smsa nie napisał co lekarz powiedział
dlaczego nie rozmawiał ze mną przez ostatnie tygodnie na żaden temat prócz tego co kupiłam na kolację, a jej potrafił poświęcać godziny na rozmowy telefoniczne
dlaczego moich telefonów nie odbiera w ogóle, a jak odbierze to jego ton świadczy o tym ze nie ma ochoty rozmawiać
dlaczego musze się nieraz prosić aby odpisał mi na smsa żebym wiedziała że nic mu się nie stało, a do niej w ciągu minuty wysłał 7 smsow
czego mi brakuje?
to za te wszystkie lata kiedy znosiłam jego alkoholizm, kiedy prosiłam i błagałam żeby przestał, żeby się zmienił, za to ze prałam jego brudy, sprzątałam wymiociny, fekalia w łazience, za to ze prałam jego gacie i cerowałam skarpetki, za te obiadki na życzenie, za te kolacje o północy kiedy wracał zmęczony i głodny z pracy, za te godziny w kuchni żeby przygotować pizze, placki po bytomsku, za te ciasta i ciasteczka, za te galaretki z kurczaczkiem, za te sałateczki, za te kotleciki i za to wszystko co robiłam z myślą o nim, za to jak mimo zmęczenia i wycieńczenia starałam się żeby on był zadowolony, za to że specjalnie dla niego zapuszczałam włosy przez ponad rok a ona nawet nie zauwazył, za te wizyty u fryzjera po to by wreszcie zauwazył że to dla niego, za te rzeczy robione z myślą o nim i dla niego pomimo tego że on nawet jednej rzeczy z tych nie docenił nie zobaczył, za to ze tyle raz widziałam że jest coś nie tak i siadalam z nim do rozmowy, prosiłam zeby mi pwoeidział co jest nie tak, o co chodzi, w czym tkwi problem bo widze że coś jest nie tak, ale sama nie potrafię tego zmienić
za to jak prosiłam a wręcz błagałam żeby mi powiedział co robię nie tak, co mam zmienić jak ma pomóc żeby było dobrze.. a on mi nigdy nie odpowiadał.. albo mówił że jest ok, że to mi się coś wydaje
jak raz powiedział ze to o mnie chodzi, ze jestem zbyt wybuchowa, że krzycze że mam taki charakter porywczy i zaczęłam coś z tym robić, prosiłam go o pomoc.. to tej pomocy nie dostałam, bo pomimo moich starań i tak skończyło się jego piciem i olewaniem wszystkiego i wszystkich
i po co mi to było?
po to żeby teraz mógł poświęcić godziny na rozmowy z Dominiką i użalać się jak to jest mu źle
jak to wychodzi z domu i ucieka od problemów
jaka to ja niedobra jestem
jak to on się męczy ze mną
i jak to nie chcial dziecka drugiego a ja w ciązy jestem
jak to wszystko boli
kurwa mać jak boli
dlaczego on nie może ze mną rozmawiać pomimo tego że problem dotyczy mnie
dlaczego tak mnie zranił, a obiacał że nigdy mi tego nie zrobi
dlaczego nie potrafi mi nawet odpowiediec na to pytanie pomimo tego że prosiłam go o odpowiedź
że chciałam wiedziec dlazcego?
dlaczego nei chciał mi dać rozwodu tylko chciał ostatnia szanse.. której nie wykorzystał nigdy
dlaczego potraktował mnie w taki sposób, tak ponizył i zgniótł mnie w jednej chwili
dlaczego?
i dlaczego nigdy nie dowiem się prawdy, nie będę wiedziała jak to było naprawdę, dlaczego mnie to spotkało, dlaczego on musiał mi to zrobić
kiedyś dałam bym sobie rękę odciąć że mój mąż by czegoś takiego mi nie zrobił
a dzisiaj byłabym bez ręki
taka byłam pewna
może i to prawda ze widzili sie tylko raz
moze mieli kontakt tylk otelefoniczny
ale jakie to ma znaczenie?
dla mnie chyba żadne
to tak boli że tyle czasu jej poświęcał, to jej się zwierzał mimo że w stosunku do ludzi jest zawsze taki skryty
nie wiem keidy mi powiedzial ze mnie kocha.. może keidyś w odpowiedzi na moje kocham cię to czuł się zobowiązany powiedzieć JA CIEBIE TEŻ
ale ile w tym prawdy?
jest mi tak źle
ale nawet nie mam z kim porozmawiać i się wypłakac
tylko córka widzi jak wynosze zużyte chusteczki
bo komu powiedziec o takim upokorzeniu?
o tym że mój mąż znalazł sobie spowiednicę i twierdzi ze tak dobrze im sie razem rozmawialo i sam nie wie dlaczego
dlaczego?
bo mnie nie kocha
bo szuka odskoczni
bo szuka kogos z kims chce byc szczesliwy
bo ja nie daje mu szczęści
tylko co zrobiłam nie tak? dlaczego mi tego nie pwoeidział chociaż tak wiele razy pytałam
tak bardzo chciałam mieć szczęśliwą rodzinę
a teraz będę z dwójką dzieci... i sama |
|
Komentarzy:
2
|
|
07 listopad 2011
|
gdy kolejny raz będę się starała zrozumieć... niech mnie ktoś strzeli ze swojej prawicy abym zachwiała się na własnych nogach, a mózg niech zacznie znowu racjonalnie myśleć nie łudząc się że coś się zmienia
za tydzień.. nie cały.. mam urodziny
i co?
i mam powiedzieć mojej rodzinie że ma nie przychodzić?
że nie odprawiam urodzin w tym roku?
że nie mam kasy?
że wole posiedzieć z mężem i Młodą w domu?
a może że mąż mi funduje niespodziankę ? i wolę zapraszać gości?
nieee
goście będą
będzie moja rodzin!
będzie jego rodzina!
a ja nie będę udawała!
dam rade.. to tylko 13 dorosłych + 3 dzieci
chrzciny były na 17 dorosłych + ileśtam dzieci i dałam radę sama... więc co? teraz sobie nie poradzę?
jasne że tak!
prezent urodzinowy to już dostałam...powrót męża o 2 w nocy
a teraz zamiast spać i iść do pracy na 14 to poszedł załatwić urlop.. i ślad po nim zaginął
ale nie.. nie tym razem.. nie czekałam żeby mu drzwi otworzyć, słyszałam klucz w zamku i się przebudziłam.. nakryłam się wyżej kołdrą bo coś zimno było.. i czekałam... po 18 minutach od momentu kiedy pierwszy raz starał się otworzyć drzwi.. w końcu wszedł
tym razem nawet piwko sobie przyniósł.. nie zareagowałam.. niech pije.. niech chleje na umór.. niech robi ze swoim życiem co chce
a ja czekać nie będę
już nie
nie potrafię odejść
podobno każdy ma swoją wytrzymałość
widać moja jeszcze się nie skończyła, bo nie jestem w stanie odejść do domu samotnej matki, bo nie jestem w stanie postawić wszystkiego na jedną kartę, bo nie mam tyle siły aby wziąć się za siebie i zrobić cos ze swoim życiem, bo póki co to bardziej boję się odejść, niż zostać
patrząc z boku.. potępiam siebie za to co robię
będąc w tym miejscu w którym jestem.. nie widzę drogi wyjścia
dlaczego jestem taka, że nie jestem w stanie znaleźć kogoś takiego, kto by mnie kochał bezwarunkowo?
lojalnie tkwię przy mężu który jednej nocy potrafi mi dać rozkosz i bliskość, aby następnego dnia wyjść bez słowa i niszczyć we mnie kolejne złudzenie o normalności i bliskości dwóch osób, niszczy mnie powoli i nie potrafię się z tego wyrwać
kiedy ? |
|
Komentarzy:
6
|
|
22 październik 2011
|
już wyszedł
jest przed 13..
byłam silna i przy nim udawałam że mam to gdzieś... nie dałam się ponieść... nie pokazałam jak mnie to bolało
teraz mogę dać upust emocjom bo wiem że nie wróci nim się nie napierdzieli do nieprzytomności
starałam się po raz kolejny
czekałam z kolacją - mimo że juz o 22 oczy same się chciały zamknąć... ale ja kurwa mać czekałam
wysłuchałam co w pracy, zapytałam o szczegóły - starałam się słuchać, mimo że on nigdy tego dla mnie nie robił
rano wstałam zrobiłam zakupy.. śniadanie .. obiad... tak tak... taka dobra żona ze mnie
oczywiście pranie jego gaci, ciuchów roboczych...
sprzątanie szklanek po kawie zostawianych wokół monitora...
wynoszenie śmieci.. bo się zasiedział przy kompie i by nie zdążył do pracy
taka była codzienność tego jeszcze nie skończonego tygodnia
wczoraj sms.. ze dopiero sie przebiera.. że będzie później.. że w pracy go wkurzli... później kolejny sms że może gingersa mi kupi (domyślam się że sobie tyskie).. ok.. godzę się na to niechętnie, ale z nadzieją że wróci o normalnej godzinie, bo przecież miał mi coś kupić.. już kiedyś tak przecież było... mam nadzieję że tym razem również...
mylę się
osz kurwa jak ja się myliłam
sprawdzam godz.kiedy dostałam smsa o przebieraniu się.. dodaje do tego 30 minut powrotu i 15 minut na zakupy w nocnym.. powinien już być.. pisze kiedy mu kolacje zrobić... dowiaduję się ze za pół godziny... po kolejnych 40 minutach straciłam nadzieję... piszę czy mam czekać czy nie.. odpowiedzi nie ma... już nie dzwonie
wiem że nie odbierze
wraca o 1:35
mam tylko nadzieje że Młoda posprzątała swoje chomiki zhu zhu żeby jej tego nie zniszczył zawracając się po całym pokoju
jest tak pijany że ja wyjmując jego telefon z kieszeni nie jestem w stanie go zbudzić, bo jemu jest wszystko jedno
w końcu przed 3 zasypiam...
po 3 mam pobudkę
mój ślubny ma zwidy.............
tak tak...
ktoś go gonił i chciał go napaść
nigdy nie przypuszczałam że człowiek może się doprowadzić do takiego stanu
przyszedł do mnie do pokoju w stroju adama.. i coś bełkotał.. nawet nie umiałam go zrozumieć
ani jednego słowa nie byłam w stanie zrozumieć.. dopiero po chwili zaczął mówić na tyle wyraźnie że wiedziałam że ktoś go goni
Młoda zaczęła się budzić.. na całe szczęście w pokoju mamy na tyle ciemno, że nie za dobrze widać...
a wczoraj się cieszyłam że jest w miarę dobrze
w duszy po cichutku liczyłam że jest dobrze i że może będzie lepiej
i po co?
po to żeby wieczorem dostać taki cios
jadę zaraz zobaczyć się z siostrą.. jutro znowu wyjeżdża
podobno u nich w kiosku szukają kogoś do pracy... może mnie?
może chociaż jakieś pół etatu.. może cokolwiek co pozwoli mi się stąd wyrwać
może
tylko co z Młodą?
czasem mam wrażenie że jestem zbyt surowa dla swojego dziecka
ale w takich dniach jak dzisiaj.. wiem że mam rację
kocham ją i pokazuję to na każdym kroku
przytulam i mówię jak ważna jest dla mnie i jak się ciesze że ją mam
obiecuje jej że będzie kiedyś w życiu bardzo szczęśliwa a ja wtedy również będę szczęśliwa
nie daje jej odczuć tego że jej tata jest takim draniem
jesli źle się do niego odnosi - zwracam jej uwagę że tak nie wolno
chce żeby była dobrym człowiekiem i zawsze szanowała swoją matkę.. ojca też.. ale na tym zależy mi coraz mniej
mam nadzieję że moja córka nigdy mi nie powie że mam wypierdalać, wyjebać się albo wydupiać.. mam nadzieję że moje dziecko nigdy nie przyniesie mi takiego wstydu jaki przynosi jej ojciec swoim rodzicom, mam też nadzieję że moje dziecko kiedyś mi podziękuję za trud wychowania i poświęcenia, mam tez nadzieję że ona nigdy nie będzie podobna do niego
że będzie mnie szanowała tak jak ja szanuję moich rodziców
ta jak ja szanuje moich teściów
i nie.. nie jestem idealna.. narzekam sobie pod nosem na nich.. na jednych jak i na drugich
ale wiem że pomoc jaką nam udzielają jest nieoceniona
wiem że moi rodzice włożyli wiele trudu w wychowanie mnie i mojego rodzeństwa.. jestem im wdzięczna za to... i będę wdzięczna do końca życia
i nigdy bym nie miała odwagi żeby traktować ich źle
ciężko mi
tak kurewnie mi ciężko
|
|
Komentarzy:
6
|
|
17 październik 2011
|
czasem mam dość i wydaje mi się że Bóg sobie zażartował moim kosztem i patrzy z góry na to jak się męczę
nic mi nie wychodzi
praca ? - dwie firmy budowlane w których pracowałam stały na skraju bankructwa w momencie kiedy z nich odchodziłam... jedna jest w likwidacji.. druga się podniosła, ale ze względu na zmianę lokalizacji nie miałabym nawet jak tam wrócić nie mając prawa jazdy i własnego samochodu
dom? - jaki dom do cholery?!
może mieszkanie.. to tak.. ale dom?
dom nie
nie czuje sie tu tak, jak bym chciała.. choćbym nie wiem jak tu urządzała, upiększała i dopieszczała, to nie czuje tu atmosfery domowej
małżeństwo?
no to chyba jakaś kpina!
początkowo siebie winiłam za większość niepowodzeń małżeńskich... a to moje libido gwałtownie spadło po porodzie, a to nieprzespane noce i częste pobyty w szpitalu z dzieckiem... a to znowu brak pieniędzy i co za tym idzie niższy poziom życia niż ten do którego mój maż był przyzwyczajony mieszkając z rodzicami, ale wyższy niż ten, do którego ja byłam przyzwyczajona mieszając w rodzinnym domu... do tego sprzeczki codzienne, które często gęsto kończyły się moim krzykiem, no i nie możemy zapomnieć o weekendowych wypadach mojego małżonka które kończyły się stanem upojenia alkoholowego w takim stopniu, że nie pamiętał gdzie był, co robił i jak się zachowywał po powrocie do mieszkania.. brak czułości który mi doskwierał, doskwiera w tej chwili i będzie pewnie doskwierał do końca naszych wspólnych dni jest dla mnie nie do zniesienia. to że ktoś nie okazuje uczuć nie jest dla mnie normalne... nie jest budujące dla mnie, a wręcz przeciwnie - dobija mnie to a pomimo próśb, rozmów i tłumaczeń nie wskórałam nic
tak samo nie mam wpływu na zachowanie męża i jego lekceważenie rodziny i bliskich osbó
pomimo prób jakie podjęłam - nic nie zyskałam
a może zyskałam... pewność, że nawet gdybym na uszach stanęła podpierając się rzęsami to i tak nic nie zmieni
bo starając się, zmieniając swoje podejście i głęboko wierząc że to będzie dla nas dobre... dostawałam kopa w dupe po raz kolejny
bo ja szłam na ustępstwa, gryzłam się miliardy razy w jezyk przed wybuchem złości i z wszechogarniającej mnie niesprawiedliwości starałam się wyciągnąć wnioski i potulnie walczyć o to żeby być szczęśliwą... ale to wszystko na nic - bo starania jednej osoby sa na nić, podczas gdy druga strona ma to głęboko w swojej dupie
apogeum wszystkiego było mimowolne (bo pod wpływem alkoholu) wyznanie mojego małżonka, który to (tydzień temu) wrócił pijany do mieszkania...
ale po kolei
mąż wrócił z rozciętym i mocno krwawiącym czołem, zawracał się na nogach, a ja w pośpiechu szukałam plastra, bo pomimo tego że słyszałam jak w korytarzu się przewrócił i pewnie tam rozciął głowę nie wyszłam z łóżka, i dopiero widząc go w drzwiach do pokoju wstałam i poszłam szukać opatrunku abym nie musiała następnego dnia całego mieszkania czyścić z jego krwi
oczywiście jemu zebrało się na rozmowy podczas gdy grzał sobie wczorajszą zupe i usiłował zjeść ją z garnka widelcem
zapaliłam sobie.. i mimowolnie słuchałam tego co miał mi do powiedzenia
dowiedziałam się kilku rzeczy o których do tej pory nie miałam pojęcia, ale tez potwierdziły się rzeczy o których wiedziałam, ale tylko z jego zachowania
wszystkiego nie opisze.. bo szkoda to wspominać...
ale
dowiedziałam sie również, że mój o to wszechmocny mąż miał okazję być z kims innym.. z kimś w jego mniemaniu lepszym, ładniejszym (?), mądrzejszym (?), bardziej odpowiednim dla niego
miało to być jego niegdyś dziewczyna, z którą się widywał, spotykał, może i coś więcej.. ale nie o to chodzi
ona wiedząc że jej ówczesny chłopak, teraźniejszy maż i ojciec jej dziecka chciał się jej oświadczyć.. nie wiedziała co zrobić... napisała do mojego teraźniejszego meża, a ówczesnego kolegi że ma obawy, że się waha co zrobić, przy czym on wtedy dał jej do zrozumienia że kogoś ma (mnie?), bo zbieg okoliczności był taki że to nazajutrz byliśmy umówieni i od tamtego czasu byliśmy już razem aż po dziśdzień
mój mąż powiedział mi, że nie wie czy to dobrze ze tak się stało.. wiem.. był pijany.. ale czy to o czymś świadczy? chyba nie.. po trzeźwemu pomyślał... po pijaku miał odwagę żeby mi to powiedzieć
ale to nic... ja też żałuję że wtedy ją spławił (?) gdyby nie to... nie bylibyśmy razem, a dzisiaj nie byłabym w tym miejscu z którego drogi wyjścia nie widzę
ale zabolało mnie to
zabolało to kości
zabolało tym bardziej, że ja nigdy nie mówiłam jak to D mnie kochał ale ja czułam ze zbyt duża wtedy różnica wieku nie będzie dobra dla naszego związku
nie mówiłam o tym jak to M mnie kochał i oddałby ostatnią koszulę abym to ja miałą wszystko czego zapragnę.. bo nie raz mi to pokazał, nie raz robił dla mnie wszystko.. nie raz czułam że to dobrze że pokazuje jak bardzo mu na mnie zależy, był czuły i delikatny, męski i pociagający, dobry ale silny.. tyle że bałam się angażowania w tak młodym wieku
nie mówiłam też o tym że A. kochał się we mnie wtedy, kiedy ja nie miałam o tym pojęcia i to A przez 6 lat (a może i dłużej?) widział moje upadki i wzloty, był przy mnie 5 dni w tygodniu i stał z boku łudząc się że może przejdziemy się razem spacerkiem w stronę domu, a po tych 6 latach kiedy żeśmy się już nie widywali nawet raz w miesiacu .. kiedy nie widywaliśmy się wcale... ciągle miał nadzieję na chociażby kawę we dwoje i niezobowiązujące spotkanie - ponieważ wiedział że mam męża i rodzinę nie prosił mnie o więcej
nie.. ja nigdy o tym nie mówiłam i nie powiem.. bo to nie na miejscu
ja.. z biednej rodziny.. ze średnim wykształceniem... z rodzicami którzy pochodzą ze wsi i nie mają żadnego wykształcenia... JA o tym wiem, że tego mi nie wolno, bo to nieludzkie, nie humanitarne bym powiedziała
to jest po prostu nie na miejscu żeby małżonkowi o tym mówić
ja o tym wiem.. ja z plebsu z jakiego się wywodzę jestem na tyle inteligentna że wiem co wolno, a czego nie
a on.. pan który rozpoczął studia (przerwał bo zajmowały mu weekendy które wolał przeimprezowac), z dobrze sytuowanej rodziny, gdzie rodzice mają średnie wykształcenie (co w owych czasach nie było powszechne), z domu kulturalnych i dobrze wysławiających się osób.. potrafił zadać mi taki cios.. zapomniał o dobrym wychowaniu, o tym co wypada a co nie.. o tym że przysięgał że będę z nim szczęśliwa i że nigdy mnie nie zrani
to ciężkie
wiem że ona ma męża (nota bene znam go..), mają dziecko, widzę ich czasem spacerujących, uśmiechniętych, zadowolonych ze spędzania wspólnych chwil, ona wykształcona, z dobrą pracą, ładna i zawsze dobrze ubrana, szczęśliwa
a ja?
mam męża alkoholika, wspaniałe dziecko, spacerujemy wspólnie jak już zmuszę go do tego praktycznie siłą.. przed wyjściem jest kłótnia o to kto pomaga się młodej ubrać, a kto miał zabrać picie dla dziecka, no i oczywiscie ani humoru, ani atmosfery rodzinnej u nas nie widać, w dodatku moje wykształcenie nie daje mi za wielkiego pola do popisu, a o dobrej pracy już nie wspomnę, bo pisałam o niej wyżej, nie jestem szczęśliwa i nie potrafię tego nawet zmienić
więc mu się nie dziwię... że 'bidak' zastanawia się czy dobrze zrobił wybierając mnie, bo widząc ją pewnie łudzi się, że byłby z nią taki szczęśliwy jak ona za swoim mężem...
może.. a może nie.. bo być może zniszczyłby ją tak jak to zrobił ze mną
znowu płaczę nad swoim losem
ale nie potrafię tego zmienić
jestem taka słaba
już sama nie wiem co mam robić i dziękuję Bogu tylko za jedno
za Młodą, którą mam.. bo bez niej...już bym się dawno poddała |
|
Komentarzy:
6
|
|
03 wrzesień 2011
|
po raz kolejny tracę nadzieję
wczoraj powtórka z rozrywki, po czasowym spokoju
a dzisiaj sie dowiedziałam że przez chwilę bylam fajna a teraz znowu to samo..
czy to moja wina że tak jest?
siedze i wyje
już mam tak dość że mam ochotę wyjść na balkon i opuścić go przez barierkę...
ale co z dzieckiem?
kto się zajmie moim dzieckiem?
ojciec alkoholik?
nie mam sił... kolejny raz zawiodłam się tak bardzo, a przecież w ostatnich dniach było tak fajnie, tak miło i przyjemnie, nawet doczekałam się przytulenia... buziaka ..
i po co?
po co to wszystko
KURWA JEBANA MAĆ!!!!!!
niech nadejdzie koniec świata i życie na tej planecie przestanie istnieć
nie będzie nic
nie będzie nikogo
nikt nie będzie cierpiał
już dawno chciałam to zakończyć,
ale kto weźmie moje dziecko i się nim zajmię?
kto da mojemu dziecku tyle miłości co ja?
nie mam odwagi żeby zabrać ją ze sobą i odejść na zawsze
nie mam siły by żyć dalej
kurwa kurwa!! |
|
Komentarzy:
2
|
|
13 sierpień 2011
|
bo czasem wychodzi słońce
ale później znowu pada deszcz
ja potrzebuje czułości, zapewnienia o tym że ktoś mnie kocha, potrzebuje, że jestem dla tego kogoś bardzo ważna.. że jestem najważniejsza, że tylko ja się liczę, że beze mnie to nie to samo, że gdybym zniknęła to komuś świat by się zawalił.... i wiele wiele innych
potrzebuje przytulenia, zwykłego uśmiechu i pytania jak miął dzień, wspólnej kawy, wspólnego siedzenia i oglądania tv, wspólnych spacerów, wspólnych zakupów...
potrzebuje tego jak powietrza do życia
ale dlaczego nawet jak o tym otwarcie powiem, napisze po raz setny, wykrzycze to w twarz... to i tak nic to nie zmienia
jesli zmieni... to na chwilę... jeden mały moment... moment to za mało... po co mi pół dnia sztucznego czegoś które odkupie łzami po kryjomu wycieranymi żeby dziecko nie zauważyło
już straciłam nadzieję
GDYBY NIE TY CÓRECZKO, JUŻ BY MNIE TU NIE BYŁO... TYLKO TY MNIE TRZYMASZ PRZY ŻYCIU I MAM NADZIEJĘ ŻE DOTRWAM DO OSIĄGNIĘCIA TWOJEJ PEŁNOLETNOŚCI
BEZ CIEBIE NIE WIDZE SENSU........ |
|
Komentarzy:
2
|
|
26 lipiec 2011
|
'gdy myśli zawodzą, a serce mówi coś innego.. idź za niem! podążając za głosem serca idziesz w kierunku skąd nie ma powrotu '
bo gdy już myślałam że będzie lepiej to i tak nie jest
gdy alkohol się wywietrzył a ja po raz setny staram się dojść do ladu i składu z ogromem emocji które we mnie siedzą.. to i tak nie jest dobrze
niektórych rzeczy nigdy nie zrozumiem, nie pojmę, nie przejdę nad nimi do porządku dziennego
do wielu rzeczy stwarzam sobie swoje wyobrażenia, z którymi nie potrafię sobie poradzić
tak wiele od niego oczekuję i tak niewiele dostaję
nie dostaję nic
a to tak boli
nie wiem jak mam żyć
gdyby nie moje dziecko... bylo by mi łatwiej z tym skończyć
łatwiej zacząć od nowa
wygodniej
ale dziecko jest - i nic nie jest proste, nawet wyjście na terapię, nawet chwila w samotności której tak bardzo potrzebuję, nawet popłakać nie jest łatwo
nie tak miało wyglądać nasze życie
coraz częściej żałuje swoich decyzji z przeszłości
coraz częściej zastanawiam się co by było gdyby...
coraz częściej dochodzę do wniosku, żeby było by inaczej - może nawet lepiej ?
dlaczego nie jestem less? przecież kobieta prędzej zrozumie kobiete... przecież kobieta nie zgotuje takiej przyszłości innej kobiecie, bo wie że sama by tego dla siebie nie chciała, kobieta rozumie potrzeby drugiej kobiety, bo sama ma takie same bądź podobne..
jak mam wytrwać?
jak sobie poradzic?
jak dać radę?
a przede wszystkim dlaczego?????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! |
|
Komentarzy:
2
|
|
19 lipiec 2011
|
jak żyć?
jak żyć się pytam!!
zamiast pokory i kajania sie po ziemi w ramach przeprosin których i tak bym prędko nie przyjęła.. on jest chamski, butny i przekonany że nie zrobił nic złego..
..on się tylko upil
to pewnie moja wyobraźnia widziała go w sytuacjach ... których nikomu nie życzę
to pewnie moja wyobraźnia widziała jak on wyglądał i co sobą reprezentował (a raczej czego nie prezentowal)
to pewnie moja wyobraźnia podpowiedziała mi to wszystko, a ten biedaczek nie wie o co mi chodzi
tak to moja chora wyobraźnia doprowadzila do tego ze wcześniej nie widziałam jakim stał się czlowiekiem
to dzisiaj się dowiedziałam że pośrednio to moja wina ze on pije
bo pije od 2005 roku, a to wtedy tak naprawde bylismy razem
dowiedziałam sie, ze jestem chorobliwie zazdrosna i on w obawie przed awantura nie odzywal sie do nikogo (czytaj: do koleżanek) zebym nie robiła mu wyrzutów o zwykłe cześć
tyle ze nie wiem dlaczego mnie zawsze dziwiło ze skoro on kogoś zna to czemu mu nie mówił CZEŚĆ? czyżby miał coś do ukrycia? po co udawanie że się kogoś niezna?
ja bez obaw koleżanką i kolegom potrafie krzyknąć na drugą stronę ulicy CZEEEEŚĆ
ale okazuje sie ze to moja wina ze on czegoś takiego nie robi
to moja wina ze on pije bo jestem zazdrosna
to moja wina ze on jest takim skończonym draniem który zranił moje serce do krwi i nie potrafie mu tego wybaczyc... ale to kurwa moja wina
bo to ja jestem wszystkiemu winna i to ja sprowadziłam wszystkie nieszczęscia tego świata wasnie na niego
tylko to ja nie umie stanąć na nogach i powiedzieć BASTA!
to ja nie wiem jak wyjść z tego gówna w które wdepnęłam i zatopiłam się po uszy
to ja nie umie mu wybaczyć poniżania i braku szacunku i poszanowania drugiej istoty
to ja nie widzę dalszej wspólnej przyszłości
to ja się brzydzę tym człowiekiem tak bardzo że mieszkam w małym pokoju razem z córką a dzisiejszą noc będę spała na podłodze tylko po to zeby na niego nie patrzeć (tak, tak... miałyśmy z córką większy pokój i łóżko na dwie osoby... ale pępek świata nie będzie siedział w małym pokoiku i on chce być w dużym... to proszę... matka jest w stanie znieśc wiele... więc i temu podołam)
tylko dlaczego mnie to spotyka
gdzie Bóg jest w tym momencie kiedy Go potrzebuję?
czemu pozwolił na to bym tak cierpiała??
co mi panie dasz? w ten niepewny czas...
|
|
Komentarzy:
2
|
|
Księga gości
| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
|